endzel_

Goodbye sweetie - Czyli jak się zmobilizować i zdrowo odżywiać

Dodane 2 rok temu przez endzel_

 

 

Mam dzień wolny, budzę się...patrzę na zegarek, a tam godzina 10. Wstaje. Zaczynam myśleć, że to już rok odkąd miałam 'jutro' zacząć zdrowo się odżywiać. Zajęta tymi myślami sięgam po Kinder Bueno, bo jak zwykle leży gdzieś w pobliżu. Po skończeniu konsumpcji tego jakże pysznego batonika, plany o zdrowym jedzeniu jakoś zostają zapomniane. Przez kolejne dwie godziny nie czuję się głodna, ale mimo to wpycham w siebie jeszcze kanapki z żółtym serem i masą ketchupu, bo akurat naszła mnie ochota.
    Siadam przed komputerem i wyciągam z szafy pakę czipsów, bo tak dziwnie nic nie przegryzać kiedy sprawdzam pocztę, Facebooka itp. Nim się spostrzegam cała paka zostaje już opróżniona. Potem jeszcze wjeżdża  tabliczka czekolady dla zasady, że po słonym pora na słodkie.
     Koło godziny 13 mama woła mnie na kawę.  Taka babska kawusia, a do tego zawsze jakieś ciacho, albo desery lodowe z całą masą czekoladowych polew i toffee. Pogaduchy z dwoma kobietami z którymi żyje i kupa śmiechu to coś co naprawdę kocham. Po tym rytuale, ociężała wlokę się od pokoju...i w głowie brzęczy mi " dobra, jutro zaczynam się zdrowo odżywiać!!" . Po godzinie znowu sięgam po batona, z myślą, że przecież nic się nie stanie bo mam zajebistą przemianę materii i mogę jeść ile dusza zapragnie! Super...a jeszcze godzinę temu, miałam wyrzuty i naprawdę wielkie chęci by to zmienić, ale jak widać 'słomiany zapał'.
    Za jakiś czas rozlega się głos mamy, że zrobiła przepyszny obiad (kocham jej obiady, serio). Ziemniaczki, surówka, sos, pieczone mięsko....pychotka, jak tu odmówić?! 
Objadłam się jak świnia.
Znowu leże i mówię sobie, że chyba za dużo zjadłam i "od jutra bla zdrowe bla bla odżywianie bla bla"
    Do wieczora jem jeszcze kilka ciastek, które gdzieś tam są u mnie w szafie, jakieś Kinderki i jest super. Potem zaczynam ćwiczyć, bo to naprawdę sprawia, że nie mam aż takich wyrzutów sumienia, że tyle pochłonęłam w ciągu dnia. Zajmuje mi to jakieś 1,5 godziny...i czuję się rewelacyjnie! Po workout'cie odpalam ulubiony serial...wyciągam kolejną pakę czipsów i opycham się ile wlezie...TAK NA NOC.

KONIEC TEGO.

  Mijają już ponad dwa miesiące odkąd moje plany przerodziły się w działanie . Zaczęłam  od zrobienia porządnych zakupów, gdzie nie dominowały słodycze, ale twarożki, ciemne razowe chleby, warzywa i owoce. Zaczęłam wprowadzać swój plan w życie, małymi kroczkami. Początkowo jeszcze podjadałam jakieś małe co nie co, bo inaczej bym oszalała . Jednak  nim się spostrzegłam minął pierwszy tydzień, bez nadmiernego spożywania łakoci.
   Najgorzej było  w pracy. Wytrwałość w tzw jedzeniu co 3 godziny, sprawiała mi naprawdę ogromny problem. W dodatku kiedy jeszcze koleżanka wyciągnęła super batonika, którego przywiozła specjalnie z Niemiec i "jest on po prostu najcudowniejszy, no musisz spróbować" ...eh..wtedy zdarzały się chwile słabości :) Nie twierdzę, że ich nie było bo jestem tylko człowiekiem, w dodatku uzależnionym od słodyczy.
     Na pewno wielu z Was także próbowało przejść na tryb zdrowego odżywiania się. Pojawia się też wtedy milion pytań typu "To co właściwie mam jeść, skoro dziś prawie wszystko jest niezdrowe". Niestety, gdziekolwiek pójdziemy wszędzie mamy masę produktów, w które władowane są ogromne świństwa i niech tylko nie zmyli Was napis "Fit" bo to często ogromna ściema :D
     U mnie poszukiwania zaczęły się w Internecie. Przeglądałam miliony stron z przepisami na super zdrowe jedzonko (rada: zdrowe nie zawsze oznacza, że mdłe czy niesmaczne!)
     Zaczęłam od wyeliminowania słodyczy, ale przy okazji przestałam smażyć na zwykłym oleju, smarować kanapki masłem czy robić mizerię ze śmietany oraz zamieniłam białe pieczywo na ciemne (i wiele wiele innych rzeczy).
     Swój 'detox' rozpoczęłam w kwietniu. Planowałam, że potrwa on tylko do końca maja by sobie udowodnić, że potrafię. Jest koniec czerwca, a ja nie wyobrażam sobie powrócenia do starych nawyków żywieniowych :) Sukces! To naprawdę wciąga. Wciąż słyszę pytania jak ja to robię i czy daję radę, owszem na początku było ciężko, ale moja silna wola pozwoliła mi wytrwać aż do dziś. Spokojnie mogę stwierdzić, że skoro mi się udało, to chyba uda się każdemu. Kto mnie zna, wie że słynęłam ze swojego łakomstwa i pochłaniałam wszystko na swojej drodze co zawierało toffee, czekoladę i w ogóle było pysznie słodkie :D
    Nie popadajmy jednak w paranoje i nie odmawiajmy sobie wszystkiego, bo to na dłuższą metę i tak nie podziała. Raz na jakiś czas, kiedy chłopak zaprosi mnie na super randkę  pozwolę sobie zjeść co chce i nie muszę tego kontrolować, bo wiem że nie potrafię się już opychać, ponieważ moj żołądek  sam daje mi znać, że więcej nie chce  i koniec  :) 
    Jeżeli Ty też już rok  przechodzisz na zdrowe odżywianie się od tak zwanego 'jutra', to znak że chociaż o tym myślisz i mam nadzieje że po przeczytaniu tego to 'jutro' stanie się realne :))
  
Endżel.

 

 

Co o tym myślisz?