ana.szczypka

Nie ma niczego lepszego na świecie, niż bycie singlem.

Dodane 1 roki temu przez ana.szczypka

 

 

 

Jest środa...albo czwartek? Latem tak szybko mijają dni, a do tego aura sprzyja by nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi informacjami...jest któryś z kolejnych dni tygodnia. Jesteśmy w centrum jednego z wielkich polskich miast. Czillujemy na leżakach popijając zimne piwko. Miejscówka znana, lubiana, dużo ludzi przyjeżdża tutaj na rowerze, obok jeziorko, czillowa nutka leci w tle. Niepozorna przejażdżka na rowery i piwko po pracy przeradza się w spotkanie na szczycie. Patrzę na naszą trójkę i wiem, że w tej chwili jedyne co nas łączy, to fakt, że każde z nas zakończyło długi związek kilka tygodni bądź miesięcy temu. Jedni z hukiem, drudzy bez....Jeszcze pół roku temu zamiast trójki siedziałaby nas szóstka- ale w danej  chwili czuje ulgę, że jest nas tyle ile jest. Spędzamy sobie miło popołudnie.

 


Po co zaczynam ten felieton od tego? Z dwóch zajebiście ważnych powodów- po pierwsze po długim związku nie ma niczego lepszego na świecie niż bycie singlem, po drugie prawdziwe życie zaczyna się po trzydziestce...

 

 

 

 

Pół roku temu, każde z naszej trójki było zakochanym kundlem. Dobra, nie ma autoryzacji na trzecią osobę z towarzystwa, więc od tej pory piszę o naszej dwójce.  We dwójkę byliśmy w "sumiechybaszczęsliwi" to najlepsze określenie. Ale widzę , że teraz jesteśmy naprawdę szczęśliwi!
Od jakiegoś czasu ja zaczęłam zauważać, rzeczy, z których albo nie zdawałam sobie sprawy, albo faktycznie tak działa matka natura. Do sedna Ana, do sedna! Przez ostatnie lata nie przeżyłam tyle emocjonalnych uniesień co przez minione dwa miesiące.  Jedząc ostatnio kolację ze znajomym, powiedział, że to ostatni raz, kiedy jemy razem na mieście, bo czuje się jakby siedział koło lepu na muchy- takiego jak w mięsnym. Tak, to ja miałam być tym lepem. Faktycznie, zauważyłam wzmożone zainteresowanie płci przeciwnej- co ma konsekwencje moich zachowań i zmian, ale faktycznie jest. Myślę sobie, może to lato? Może hormony? Jednak po chwili pukam się palcem w głowę i myślę, no nie, gdzie kurwa, teraz? nagle? wszyscy? coś tu nie gra na znacznie wyższym levelu.

 

 

 

No i wracamy do naszego spotkania: otóż na pierwszy rzut oka widzę, że mój szanowny kolega ma się... jakby to powiedzieć? Zajebiście dobrze! Jak śpiewał klasyk " się żyje dzieciaku, się żyje!" Siada i zaczyna mówić, jak zmieniło się jego życie i widzę po jego reakcji, że posiada oznaki takiego samego zdziwienia swoimi "osiągnięciami" i życiem, które zaczęło w tej chwili kręcić się wokół niego. NIEGO. Teraz ON jest najważniejszy- i na tym ma to polegać! Każde z nas jako własne epicentrum wszechświata. Moje ja i moje ego- dwa nierozłączne ogniwa.

 

 

 

Tutaj jednak następuje pewien podział, który szybko analizuję w mojej głowie. Otóż szanowny Kolega rzecze:

"Wiecie co Wam powiem? Laski to już mają wyjebane na kolesi, którzy wyglądają jakby dopiero co obrabowali TK MAXXA, a koń na ich koszuli jest tak pierdolny, że przesłania wszystko. Mają dość idealnie wyprasowanych białych spodni w kantkę.. Baby chcą normalnego męskiego chłopa! Chcą zarostu, lekko ujebanej koszulki, szortów i japonek za 13 zł z decahtlonu!? Pojmujecie to? Przychodzi do mnie babka, która zarabia pewnie 4 razy tyle co ja, widzę w jej oczach ten błysk, wiem, że ona w końcu pomyślała, że bzyknie ją prawdziwy facet, a nie goguś z jej firmy".

 

 

 

 

     

 

 

 

 

Ja natomiast pójdę w drugą stronę- faceci nie zmieniają się ani trochę- kiecka i wysokie szpilki zawsze zrobią robotę- jeśli jakaś kobieta tłumaczy mi, że  baleriny są seksi, że trampki są seksi, to uwierzcie to wcale nie jest seksi. To jest tak samo seksi jak laska zakłada rajstopy i na to szorty- SIC! albo jak ostatnio Jessica Mercedes rasjtopki do butów z otwartymi palcami- moda modą, ale facet to wyśmieje. Masz mieć gołą gicz jagnięcą, lekko połyskującą drobinkami złota z balsamu Dove za 13 ziko -w promieniach słońca. To jest czysty seks lata. To jest pożądanie. To robi robotę taką, że możesz przebierać w ofertach. Prawie jak Tinder, tylko bez Tindera. Ty tylko siedzisz.... Albo idziesz.... i widzisz.....i słyszysz.... Kurwa piękne uczucie!
Teraz dziewczyny często odróżnić od ich chłopaków (#fucktumblrstyle) na imprezie jeszcze to potęguje. Nie da Ci tego uczucia i wzroku nic innego jak wielka szpilka na opalonej nodze. AMEN. i nie ma tutaj tłumaczenia.

 

 

 

 

 

 

Widzę, po naszej dwójce, że to był najlepszy moment dla nas by ponownie stać się niezależnymi od drugiej osoby- jakie to jest piękne uczucie! Możesz robić co chcesz, z kim chcesz i kiedy chcesz. Robisz to na co masz ochotę-w 100%.  Nie w 80 czy 95%- 100 pełnych procent, które rozrywają z zadowolenia każdy kawałek Twojego ciała... I tak dzień w dzień... Czujesz się jakbyś wrzucił kwasa, łącząc go z wódką (nie róbcie tego sami) i wszystko wokół kręciło się jak największa karuzela na świecie.

 

 

 

 

 

 

 

To jest właśnie szczęście.


Niedawno moja znajoma poddała mi dobry tekst, który pewnie nie jest jej, ale pasuje idealnie, brzmiał w stylu : bądź swoim najlepszym kumplem, bo to ze sobą spędzasz najwięcej czasu.

 

 

 

 

 

 

 

A co z tym życiem po trzydziestce? Nie wiem czy w ogóle mamy czytelników w tym wieku- śmiem wątpić. Ten tekst, że życie zaczyna się po 30 usłyszałam gdy miałam ledwo dwadzieścia lat. Śmiałam się do rozpuku, bo ludzie po trzydziestce to starzy ludzie, którzy właściwie już umierają. Jedną ręką wybierają sobie trumnę... Żyłam w tym przeświadczeniu z roku  na rok ciągle żałując, że najlepsze lata życia aka MŁODOŚĆ mijają bezpowrotnie. Przestałam sobie zaprzątać tym głowę jakieś 3 lata temu. Wtedy jednak to jeszcze było nic. Okej, niby zupełnie inne życie niż kiedyś, ale to jeszcze nie to. W tym wieku zmienia się już to, że masz swój wypracowany hajs, wiesz na co Cię stać i możesz decydować o swoim własnym życiu. Często jednak bariera #30 jest liczbą magiczną- skąd ten fenomen? W większości już nie mieszkacie z rodzicami, macie stabilną pozycję na rynku, ale jeszcze lajtowe podejście do pracy- czytaj: nie widzę problemu by wyrąbać we wtorkowy wieczór flachę wina, położyć się spać po północy, by rano z bólem głowy pójść do pracy. Co wolno wojewodzie, to nie Tobie smrodzie! No i zmieniają się związki- o matko! a jeszcze brakuje mi do 30 roku życia aka " Zaczynamy 10 lat zabawy" kilka dobrych miesięcy. Mój organizm już to czuje. Już to wie, życie po trzydziestce to bomba!

 

 

 

Będąc śmiesznym małolatem- piszę tutaj o sobie, bo jak patrzę na mój poziom zachowań emocjonalnych między 17 a 29 rokiem życia- pytam siebie sama z zażenowaniem- SERIO? czy ja naprawdę byłam taka głupia? Zaręczyłam się z kolesiem, który mi kompletnie nie odpowiadał, po to, by go rzucić dla poznanego przypadkiem apodyktycznego huja, który przez 3 lata mieszał mi we łbie, a ja tylko zastanawiałam się, czy mieszkanie na odludziu w Norwegii mi pomoże. Serio? Po to, by związać się z kolesiem, który wcale mi się nie podobał, ale " byłam taka samotna, lepiej kogoś mieć niż nie mieć", który zostawił mnie, uciekając Bóg wie gdzie.. Serio? Po to by wplątać się w dziwny związek na odległość, z kolesiem, który do tej pory nie mam pojęcia po co chciał ze mną być, a także okazał się być apodyktycznym hujem... Serio?? Jeszcze wtrącając- tak ewidentnie pociągają mnie apodyktyczne huje... Ponownie związałam się z byłym narzeczonym, w sumie też nie wiem po co- myślę, że po to samo po  co z kolesiem numer 3. Serio? Po czym stwierdziłam: BASTA! Dość tego.

 

 

 

Jestem chyba nienormalna. Emocjonalność uczuciowa miedzy 17 a co najmniej 27 rokiem życia nie istnieje- może Wam się wydawać, że istnieje, ale kiedyś będziecie się śmiać sami z siebie, tak jak ja teraz. Przedział wieku opisanego przed chwilą to czas na ZABAWĘ, a nie bawienie się w pseudo poważne związki. Jasne, są ludzie i przypadki, którzy w takim wieku chcą być razem i budują coś poważnego na lata, jednakże sama wiem i to z własnego doświadczenia, że jeśli zaczniesz zbyt wcześnie podejmować poważne decyzje i brnąć w nie, z czasem zapragniesz Ty, a na pewno Twój partner szeroko pojętej WOLNOŚCI. Oczywiście cenię ludzi, którzy mają 25lat i plany na przyszłość- gdyby nie oni, nasza demografia by pewnie padła lata temu, chcę tylko Wam przedstawić pewien fakt- desperacja to najgorsza z doradczyń.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli kogoś nie masz, nawet od roku, od dwóch- to nic wielkiego. To się zmieni, bo zawsze się zmienia, jednakże desperację widać na twarzy. Każdej... Mimowolnie. WIDAĆ. Dlatego twierdzę, że z czasem, a co za tym idzie: z wiekiem, ta desperacja u większości mija- u tej większości, która dobrze czuje się ze sobą. Pewnie, że widzę  moje koleżanki obgryzające paznokcie, bo są po trzydziestce, są fajnymi dupami, ale chcą już mieć dziecko, męża psa i pieprzony biały płotek.... Tak bardzo chcą, że jak je widzę, to wyobrażam sobie , że to tak logiczne, ta ich desperacja, że równie dobrze mogłyby sobie nad głową zainstalować pierdolny neon w stylu Las Vegas: BIERZ MNIE I ZRÓB MI DZIECKO! MAM 34 LATA! Kobieto, masz tyle lat, że, jak to śpiewał klasyk:  IT'S TIME OF YOUR LIFE!

 

 

 

I teraz czas, by wrócić do naszej rozmowy na leżaczkach i do mojego Szanownego Kolegi, który dorzucił do pieca, właśnie jeśli chodzi o sam temat seksu i związków: "To wygląda tak. Jestem w takim wieku, że nie widzę problemu, by  jednego wieczoru całować się dwudziestolatką ( no bo ewidentnie jara ją, że spojrzał na nią koleś, który umówmy się: wygląda i jest od niej starszy, mogąc jej dać, czego równolatek jej nie da nigdy) by cztery godziny później, gdy dwudziestolatka "musi spadać na ostatni autobus, bo mama ją zabije" całować się z trzydziestolatką + ( to taka ładna nazwa, by nie określać dokładnego wieku, bo dżentelmen o wiek nie pyta) która się jara, bo (wracamy do punktu początkowego) wie, że dziś będzie "brana pod uwagę" i robi wszystko by spławić koleżanki.."
"Kobiety po trzydziestce mają zupełnie inną świadomość, niż te o 10lat młodsze. Z tymi młodszymi możesz się często przejechać, że w łóżku spotkasz kłodę, ale nie odmawiam, bo trzeba się wzajemnie uczyć przyjemności"








 

      




 

 

 


     I teraz ja tłumaczę czemu tak jest- wydaje się Wam, że Wasza seksualność w wieku kilkunastu i + lat jest super, znacie pozycje, jak to się robi, z czym się to je.... Guzik prawda. Tu chodzi o zdobyte doświadczenie- seks jest jak każdy etap ukończenia szkoły- większość z Was jest na etapie gimnazjum czy liceum, kiedy ludzie po 30 są już dawno wykładowcami w Waszych szkołach. Rozumiecie? Nie chodzi tutaj o liczbę partnerów- bo podejrzewam, że dzisiejsze chore czasy, gdzie laski wystawiają ogłoszenie (mając 16lat) że zrobi loda każdemu kto wyśle jej fotkę swojego SIUSIAKA na priv ( kocham słowo siusiak, jest takim cudownym określeniem męskiego członka)

Tu chodzi o JAKOŚĆ! Dlatego drodzy młodsi- to co najlepsze, będzie dopiero przed Wami.
Dlatego jeśli coś Wam teraz się nie układa po Waszej myśli, uwierzcie w siebie, zróbcie to dla siebie. Wszystko ma swój czas i wszystko ma swoją granicę- pamietajcie.... każdy z nas w końcu będzie miał ten pieprzony biały płotek

 

 

 

 

 

 

 

Ana

 

 

Co o tym myślisz?