ddobinsta

Uzależnienie od drugiego człowieka – jak bardzo zaniża naszą samoocenę?

Dodane 1 roki temu przez ddobinsta

 

 

 

 

 

 

Ostatni felieton o łapaniu chwili i życie z dewizą Carpe diem, spowodował lawinę prywatnych wiadomości i przesłanych od Was e-maili. Ciepłe słowa, a także „sedno problemów”, które okazuje się, tyczą się wielu Was, niezależnie od wieku, spowodowało, że poruszę temat, o którym napisała mi Marta. Marta chce pozostać anonimowa, jednakże zgodziła się na publikację jej wiadomości:

 

 

 

„ Dobrze wiem co czujesz w tej chwili. Zawsze byłam osobą, która świetnie znała swoją wartość. Przebojowa dziewczyna, mocno stąpająca po ziemi. Pewnego dnia wszystko runęło. Człowiek, którego kochałam i który kochał mnie wbił mi nóż w plecy. Bliska osoba? Tak potrafi zranić?  Ja także marnowałam swoje zdrowie, skończyłam w szpitalu psychiatrycznym, gdzie leczono mnie z głębokiej depresji ( i tego temu dupkowi nigdy nie wybaczę- straciłam kilkanaście miesięcy swojego życia). Jednak to mija- wszyscy musimy zdać sobie z tego sprawę. Nasze serca i głowy potrzebują czasu- a czas to najgorszy wróg człowieka. Doszłam po tym wszystkim do wniosku, że moim powodem było uzależnienie od drugiej osoby. Byłam na każde zawołanie, zawsze starałam się wesprzeć, pomóc, wytłumaczyć. Wiesz co? Skończyłam z tym i teraz zupełnie inaczej podchodzę do sprawy. Najpierw jestem ja, potem ktokolwiek inny. Nie pozwolę sobie już nigdy, na takie uzależnienie…”

 

 

 

 

Ostatnio mam nowe hobby, jeśli kiedyś  oglądaliście Fight Club, wiecie gdzie Tyler Durden poznaje Marlę? To właśnie robię to co oni we dwójkę. Zapisuję się by posłuchać, zabrać coś dla siebie, poczuć co czują inni, co przeżywają. To chęć porównania rangi problemów- chyba tak.

Dowiedziałam się, że istnieje coś, co nazywa się uzależnieniem emocjonalnym. Wszystko bierze się z tych popapranych czasów. Niestabilności, niestałości w relacjach- to choroba… Rozprzestrzenia się jak zaraza.  Początki ma w czasach , gdy byliśmy dziećmi- to niezaspokojona ilość uczuć, które były nam dawane. Niektórzy z Was, znają ludzi, którzy zamiast zająć się dziećmi ( brak czasu, praca, kariera) serwują im rozmaite zajęcia dodatkowe. Nie pytając czy się chce chodzić na 4 zajęcia w tygodniu, śmiem sądzić, że Wasi rodzice, też nie poświęcali Wam tyle czasu ile byście chcieli. Co pokolenie jest znacznie gorzej- wyścig szczurów, gonienie za pieniądzem, tablety, komórki, fejsy, konsole, selfiki, sticki- babci sranie moi drodzy. To wszystko powoduje, że najpierw moje pokolenie, potem Wasze, a potem kolejne, będzie jeszcze gorszymi jemiołami emocjonalnymi. Glono jadami- wygłodniałymi uczuć wyższych..  Spotykamy kogoś, kto nam odpowiada i trzymamy się kurczowo- bo jest dobrze, bo jest fajnie, bo jest ktoś kto kocha. Przepraszam, gówno prawda. W większości przypadków, które analizowałam, to zawsze jedna strona daje od siebie znacznie więcej. To nie musi być partner, ale może być przyjaciel. Kiedyś doświadczyłam uzależnienia od przyjaciela. Trwało. Oj trwało. Ale minęło …

Mimo, że teraz Wam się wydaje, że nie jesteście uzależnieni , polecam zapoznać się ze skalą uzależnień:

 

 

 

 

 

Cechy uzależnienia emocjonalnego wg Giddensa

 

  • Upojenie - uzależniony emocjonalnie w relacjach z partnerem, który jest mu niezbędny do dobrego samopoczucia, doświadcza stanu podobnego do upojenia.
  • Dawka - uzależniony potrzebuje coraz większych "dawek" obecności partnera. Istnieje tylko wtedy, gdy jest przy nim i myślenie o nim nie wystarcza, potrzebuje nieustannych i dotykalnych dowodów przywiązania. "Zwiększanie dawki" często wyłącza parę ze świata. Codzienne, zwykłe obowiązki są zaniedbywane.
  • Utrata własnego "ja" - w uzależnieniu emocjonalnym istnieje również niebezpieczeństwo utraty tożsamości, zdolności krytycznej oceny samego siebie i drugiej osoby. Poczuciu utraty tożsamości towarzyszą wyrzuty sumienia i wstyd. Czasem uzależniony zauważa, że w relacji z partnerem nie wszystko jest w porządku, że uzależnienie jest szkodliwe i chciałby się od niego uwolnić. Jednak świadomość uzależnienia sprawia, że uważa siebie za niegodnego czegoś lepszego, co popycha go jeszcze bardziej w ramiona partnera, który przygarnia go i przebacza mu, zadowolony tym razem z posiadania.

 

Brzmi znajomo? Myślę, że każdy z Was gdy przeanalizuje swoje uczucia, względem bliskiej osoby dojdzie do wniosku , że poniekąd jest uzależniony. To nic złego. Trzeba w zarodku to zniwelować, do poziomu upojenia.

 

 

 

 

 

Co należy zrobić?:

-Przeanalizować sytuację

-Pamiętać o sobie, i siebie stawiać na pierwszym miejscu

- Nie pozwolić zatrzeć granicy, którą sami sobie wyznaczycie

-Nie rezygnować ze swoich pasji

-Nie dawać od siebie 100%- nigdy. Dajcie 85%- reszta niech będzie dla Was

- Nie dawać sobą pomiatać.

 

 

Uzależnienie od drugiej osoby to trudny orzech do zgryzienia, bo jak się kocha to jest się uzależnionym, ale jeśli zachowasz w miłości i przyjaźni swoje własne ja, na pewno wyjdziesz na tym o wiele lepiej, w razie kłopotów…

Jak mówił Tylor Durden: „Wszystko, co kiedykolwiek kochałeś, odrzuci cię albo umrze.”

 

Życzę Wam wiele własnego JA w sobie- moje Ja do tej pory było schowane w budynku Wielkiego Teatru, gdzieś w podziemiach. Bo ważniejszy był kto inny… Na szczęście, moje JA wraca i już stoi za kurtyną, przy scenie, na backstage’u- już niebawem wróci do mnie na dobre.

Powodzenia,

 

Ana.

 

Co o tym myślisz?


ana-szczypka
1

Drogą FCB https://www.facebook.com/ann.m.szczypka badz email anna.szczypka@wepeaceit.pl

DarkBlonde
0

Jak można skontaktować się z Aną?
Gdzie można do niej napisać?

mddvv_
0

Daje do myslenia